drobne gadzety dla mojej malutkiej

- znaleziono 12 produktów w 5 sklepach

Przewodnik po metafizyce - Sebastian Tomasz Kołodziejczyk (red.) - 2837041498

47,07 zł

Przewodnik po metafizyce - Sebastian Tomasz Kołodziejczyk (red.)

Książki & Multimedia > Książki

Opis - Przewodniki po filozofii to pierwsza w Polsce seria książkowa, której celem jest zdanie sprawy z aktualnego stanu badań naukowych w zakresie wszystkich dyscyplin filozoficznych. Każda pozycja w serii jest zbiorem esejów autorstwa czołowych polskich znawców przedmiotu reprezentujących różne ośrodki akademickie. Adresatami serii są zarówno wykładowcy i studenci filozofii, jak i szersze grono miłośników filozofii, stąd obok dbałości o merytoryczną jakość tekstów, redaktorom serii przyświeca troska o ich jasność i przystępność. Oprócz uporządkowanej prezentacji najważniejszych wątków toczonych dziś filozoficznych debat Czytelnik otrzymuje obszerne wskazówki bibliograficzne, z uwzględnieniem najnowszych publikacji na dany temat.Redaktorzy serii: Sebastian Tomasz Kołodziejczyk & Janusz SalamonPrzewodnik po metafizyce to zbiór artykułów prezentujących najnowsze stany badań nad bogatą problematyką metafizyczną we współczesnej filozofii. Niewątpliwą zaletą Przewodnika jest to, że jego Autorzy przekonująco pokazują, iż wiele problemów tradycyjnej filozofii zostało w wieku XX i XXI podjętych i opracowanych na nowo, głównie dzięki temu, że filozofia analityczna potrafiła przezwyciężyć swoje antymetafizyczne nastawienie. Dodatkowo Autorzy umiejętnie łączą tradycję kontynentalną z analityczną, by w ten sposób zaznaczyć unikalną wartość metafizyki jako dyscypliny uniwersalnej.Redaktor tomu: Sebastian Tomasz KołodziejczykKsiążka, którą łaskawy Czytelnik obecnie otrzymuje, jest świadectwem zainteresowań metafizycznych młodszego pokolenia filozofów polskich. Ich inspiracje są różne, łączy ich jednak fascynacja problematyką metafizyczną i rzetelność w jej podejmowaniu. Dzięki różnorodności propozycji książka stanowi dobry przegląd tego, co dziś w filozofii, także polskiej, się dzieje. Przewodniczący Rady Naukowej Serii: Władysław Stróżewski Nazwa - Przewodnik po metafizyce Autor - Sebastian Tomasz Kołodziejczyk (red.) Oprawa - Miękka Wydawca - WAM Kod ISBN - 9788375057485 Kod EAN - 9788375057485 Rok wydania - 2011 Język - polski Seria wydawnicza - Przewodniki po filozofii Format - 15.5x23.0cm Ilość stron - 636 Podatek VAT - 5%

Sklep: InBook.pl

Angry Birds. Supergierki - Praca zbiorowa - 2837001591

4,52 zł

Angry Birds. Supergierki - Praca zbiorowa

Książki & Multimedia > Książki

Opis - Zapnij pasy i przygotuj się na superzabawę. Razem z bohaterami Angry Birds przeżyjesz niezwykłe przygody! W książce znajdziesz labirynty, łamigłówki i inne zabawy. Nazwa - Angry Birds. Supergierki Autor - Praca zbiorowa Oprawa - Miękka Wydawca - Papilon Kod ISBN - 9788324599769 Kod EAN - 9788324599769 Rok wydania - 2013 Język - polski Seria wydawnicza - Angry Birds Format - 20.3x28.9 Ilość stron - 24 Podatek VAT - 5% Premiera - 2013-07-09

Sklep: InBook.pl

Test na miłość - Maureen Child - 2850140563

6,67 zł

Test na miłość - Maureen Child

Książki & Multimedia > Książki

Opis - O książce Milioner Simon Bradley wiedzie przyjemne kawalerskie życie do dnia, w którym poznaje Tulę Barrons. Tula przysięga, że dziecko, którym od pewnego czasu się opiekuje, to jego syn. Zamieszkują razem, czekając na wyniki testu na ojcostwo. Simon odkrywa, że Tula jest córką człowieka, który kiedyś niemal zrujnował Bradleyów. Teraz nadarza się okazja, by wyrównać rachunki... Fragment książki Simon Bradley nie lubił niespodzianek. Kiedy człowiek na moment traci czujność, zawsze dzieje się coś złego. Porządek. Zasady. Dyscyplina. To wyznawał i rozumiał. Dlatego spojrzawszy na kobietę, która weszła do jego gabinetu, od razu wiedział, że przynosi kłopoty. Powiódł po niej wzrokiem: nawet była ładna. Szczupła, około metra sześćdziesięciu wzrostu, jasne krótko przycięte włosy, duże srebrne kółka w uszach, niebieskie oczy, które przyglądały mu się badawczo. Lekki uśmiech na twarzy. Ubrana w czarne dżinsy, czarne wysokie buty i jaskrawoczerwony sweter, który opinał drobne, ponętnie zaokrąglone ciało. Simon wstał zza biurka. - Panna Barrons, tak? Jakąż to pilną sprawę ma pani do mnie? Kobieta podeszła bliżej i wyciągnęła rękę. Kiedy ją uścisnął, poczuł dziwną falę gorąca. - O kurczę! Widać stąd całe San Francisco! Potarł palce, usiłując pozbyć się uczucia pieczenia. Nie spuszczał oczu z gościa. Kobieta zdecydowanie nie była w jego typie, ale przyjemnie się na nią patrzyło. - Nie całe. Raczej pół. - Powinien pan siedzieć twarzą do okna. - I plecami do drzwi? - Nie wypadałoby? No tak. - Skinęła głową. Spojrzał na zegarek. - Panno Barrons. - Na imię mam Tula. Właściwie Tallulah, po babci, ale wolę krótszą formę. - Panno Barrons - powtórzył - za kwadrans mam spotkanie zarządu, więc jeśli przyszła pani podziwiać widok z okna. - Rozumiem, jest pan zajętym człowiekiem. I nie, nie po to przyszłam. Po prostu widok mnie zdekoncentrował. Sprawiała wrażenie roztargnionej. Zamiast wyjaśnić, o co chodzi, zaczęła rozglądać się po gabinecie: patrzyła na eleganckie meble, na oprawione dyplomy od władz miasta, na profesjonalnie wykonane zdjęcia ekskluzywnych domów towarowych będących własnością Bradleyów. Zerknąwszy na nie, Simon poczuł, jak przepełnia go duma. Od dziesięciu lat ciężko pracował, by odbudować imperium, które ojciec doprowadził na skraj bankructwa. I udało się: w ciągu dekady nie tylko odrobił straty, ale pomnożył zyski. Sukces zawdzięczał umiejętności skupienia się na celu. Nawet urodziwa kobieta nie była w stanie rozproszyć jego uwagi. - Pani wybaczy. - zamierzał odprowadzić gościa do drzwi - ale naprawdę jestem dziś zajęty. Tula obdarzyła go promiennym uśmiechem. Oczy jej rozbłysły, w policzku pojawił się dołeczek. Simon wstrzymał oddech. - Najmocniej przepraszam. Muszę z panem porozmawiać. - Słucham. Co jest tak ważnego, że przez tydzień gotowa była pani warować pod moimi drzwiami? Zmarszczyła czoło. - Może powinien pan usiąść. - Panno Barrons. - W porządku, jak pan chce. Ale ostrzegałam. Wzdychając ciężko, wskazał na zegarek. - Wiem, jest pan zajętym człowiekiem. A zatem: panie Bradley, gratuluję. Jest pan ojcem. Cierpliwość Simona się wyczerpała. - Pani pięć minut minęło. - Ująwszy Tulę za łokieć, skierował się ku drzwiom. Próbowała się opiera , ale nie zamierzał poświęcić jej ani chwili więcej. Co jak co, ale nie był niczyim ojcem. - Rety, niech pan poczeka! - Wbiła obcasy w miękki dywan. - Ale z pana raptus. - Nie mam żadnych dzieci - wycedził Simon. - Nigdy z panią nie spałem. - Ja z panem też nie. Nie mówię, że to ja jestem matką. Nie słuchał, ciągnął ją do drzwi. - Wszystko bym panu spokojnie wyjaśniła, opowiedziała o synu, ale zaczął mnie pan poganiać. Przystanął na moment. O synu? Niemożliwe! Skorzystawszy z okazji, Tula uwolniła rękę i cofnęła się o krok. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. - Zdaję sobie sprawę, że to dla pana szok. Pokręcił głową. Dość tego! Nie z nim te numery. Najwyraźniej Tula Barrons ma urojenia. - Panno Barrons, nigdy pani nie spotkałem - rzekł, siląc się na cierpliwość - a więc jest rzeczą niemożliwą, abyśmy mieli dziecko. Następnym razem, jak będzie chciała pani wyłudzić alimenty, niech pani wybierze faceta, z którym choć raz była pani w łóżku. Zamrugała, po czym wybuchnęła śmiechem. - No przecież mówię, że nie jestem matką dziecka! Jestem jego ciotką. Ale pan na sto procent jest ojcem. Nathan ma pana oczy, brodę, upór. To nie wróży najlepiej na przyszłość. Z drugiej strony upór czasem bywa zaletą. Nathan? Nieistniejące dziecko ma imię? To go jednak nie czyniło bytem bardziej realnym. - To jakieś szaleństwo! Lepiej niech pani przyzna wprost, o co chodzi. Mrucząc pod nosem, Tula zawróciła do biurka. - Miałam przygotowaną całą mowę, a teraz wszystko mi się pomieszało. - Pomieszało? - Simon sięgnął po telefon. Wezwie ochronę; niech ją zabiorą. Nie ma czasu na głupstwa. - Nie jestem wariatką - powiedziała. - Błagam, niech mi pan poświęci pięć minut. Rozłączył się. Sam nie był pewien dlaczego. Może sprawił to błysk w jej niebieskich oczach. Może dołeczek, który pojawiał się i znikał. W każdym razie, jeśli istnieje choć cień szansy, że mówi prawdę, powinien jej wysłuchać. - Dobrze. - Spojrzał na zegarek. - Pięć minut. - Fajnie. - Wzięła głęboki oddech. - Mniej więcej półtora roku temu spotykał się pan z Sherry Taylor. Pamięta pan? - Tak - odparł ostrożnie. - To moja kuzynka, a ściślej siostra cioteczna. Nie słuchał. Usiłował przywołać wspomnienia. Czy to możliwe.? - Wiem, że trudno się panu z tym pogodzić - ciągnęła Tula - ale kiedy byliście razem, Sherry zaszła w ciążę. Pół roku temu w Long Beach przyszedł na świat pana syn. - Ale. - Powinna była pana zawiadomić. - Rozłożyła bezradnie ręce. - Próbowałam przemówić jej do rozsądku, ale twierdziła, że nie chce komplikować panu życia czy coś w tym stylu. Komplikować? Dobre sobie! Nawet nie pamiętał, jak ta Sherry wyglądała! Potarł czoło, jakby to mogło odświeżyć mu pamięć. Jak przez mgłę widział obraz młodej kobiety, z którą spędził raptem dwa tygodnie. Potem się rozstali. On wrócił do swoich zajęć, a ona. Urodziła jego syna? I nawet nie raczyła go poinformować? - Jak? Kiedy? Dlaczego? - Dobre pytania. - Tula pokiwała smutno głową. - Wiem, że to dla pana szok. - Dlaczego teraz? - spytał. - Dlaczego wcześniej Sherry milczała? Dlaczego to pani, a nie ona mi o wszystkim mówi? Oczy Tuli zaszkliły się. Wystraszył się. Chryste, chyba nie zamierza się rozpłakać? Nie znosił, jak kobieta płacze. Na szczęście Tula wzięła się w garść. Wprawdzie oczy nadal jej lśniły, ale płaczu już się nie obawiał. - Sherry zginęła dwa tygodnie temu. Zaskoczyły go jej słowa. - Przykro mi - rzekł. Wiedział, że to oklepany frazes, ale co innego miał powiedzieć? - W wypadku samochodowym. Poniosła śmierć na miejscu. - Panno Barrons. - Błagam, niech pan mówi do mnie Tula. - W porządku. - Przynajmniej tyle może dla niej zrobić. Po raz pierwszy od dawna nie wiedział, co począć. Zażądać, aby dostarczono mu dziecko? I jeśli okaże się, że naprawdę jest jego, wtedy się nim zaopiekować? Ale jak ma wierzyć obcej kobiecie? To jakiś absurd! Dlaczego Sherry się z nim nie skontaktowała? Jeżeli był ojcem Nathana, chybaby się odezwała? Potarł brodę. - Proszę mi wybaczyć, ale prawie nie pamiętam pani kuzynki. Byliśmy z sobą bardzo krótko. Nie rozumiem, dlaczego pani uważa, że dziecko jest moje. - Bo figuruje pan w jego akcie urodzenia. - Pani kuzynka dała synowi moje nazwisko, a mnie o niczym nie powiadomiła? - spytał z oburzeniem. - Wiem, źle zrobiła. - Mogła wpisać pierwszą lepszą osobę, jaka przyszła jej do głowy. - Sherry nie miała zwyczaju kłamać. Simon parsknął śmiechem. - Czyżby? Tula skrzywiła się. - No tak. Z panem nie postąpiła fair. Ale syna nigdy by nie okłamała. - Dlaczego mam wierzyć, że to mój syn? - Spał pan z Sherry czy nie? - Owszem, ale. - I wie pan, jak dochodzi do zapłodnienia? - Bardzo śmieszne. - Oczywiście może pan zrobić test na ojcostwo, ale ręczę, że Sherry nie wymieniłaby pana w testamencie, gdyby miała jakiekolwiek wątpliwości. - W testamencie? - W jego głowie rozległ się dzwonek alarmowy. - Nie wspomniałam panu o tym? - Nie. Potrząsnąwszy głową, usiadła na krześle. - Przepraszam. To był ciężki dla mnie okres: wypadek Sherry, załatwianie pogrzebu, porządkowanie jej spraw i zabranie dziecka do mojego domu w Crystal Bay. Czując, że rozmowa potrwa dłużej niż pięć minut, Simon obszedł biurko i usiadł w fotelu obrotowym. - Mówiła pani o testamencie - przypomniał. Sięgnęła do ogromnej czarnej torby przewieszonej przez ramię i wyjęła dużą brązową kopertę. - To kopia. Proszę przeczytać. Zostałam wyznaczona na tymczasowego opiekuna Nathana. Dziecko mam panu przekazać, kiedy uzyskam pewność, że jest pan gotów pełnić rolę ojca. Nie słyszał jej słów. Przebiegł wzrokiem testament, szukając właściwego fragmentu: "Opiekę nad moim synem, Nathanem Taylorem, powierzam ojcu dziecka, Simonowi Bradleyowi". Czytał to zdanie raz po raz, jakby próbował je zrozumieć. Podniósłszy głowę, zobaczył, że Tula intensywnie się w niego wpatruje. Czeka na jego reakcję. Psiakrew! W związkach z kobietami zawsze starał się zachować maksymalną ostrożność. Rodzicielstwo nigdy go nie pociągało. Samą Sherry pamiętał jak przez mgłę, natomiast doskonale przypominał sobie pękniętą gumkę. Takich rzeczy mężczyzna nie zapomina. Tyle że niedługo później Sherry znikła z jego życia, a o dziecku go nie zawiadomiła. Całkiem możliwe więc, że tamtego wieczoru. Nie można wykluczyć, że Nathan jest jego synem. Tula obserwowała go w milczeniu. Widziała, jak Simon walczy z sobą, jak powoli przyjmuje pewne fakty do wiadomości. Owszem, z początku był zirytowany, nawet nieuprzejmy. Ale w tej sytuacji to chyba normalne. Bądź co bądź niecodziennie człowiek się dowiaduje, że ma nieślubne dziecko. Simon Bradley był inny, niż się spodziewała. Wprawdzie nie łączyła jej z Sherry szczególnie bliska zażyłość, ale znała gust kuzynki. Wysoki przystojny brunet, władczy i arogancki, nie byłby w jej typie. Sherry wolała miłych i nieśmiałych intelektualistów. Simon zaś emanował siłą, pewnością siebie, energią seksualną. Odkąd weszła do gabinetu, czuła w powietrzu dziwne wibracje. - Czego pani ode mnie oczekuje? - spytał, przerywając jej rozmyślania. - To chyba oczywiste? Odłożył testament na biurko. - Oczywiste? Niekoniecznie. - Umówmy się tak. Przyjedzie pan do mnie do Crystal Bay i pozna syna. Porozmawiamy spokojnie i spróbujemy coś ustalić. Potarł ręką kark. Cisza przedłużała się. - Dobrze - oznajmił w końcu. - Poda mi pani adres? Simon zapisał adres i wstał, dając jej do zrozumienia, że skończyli. W porządku, nie chciała mu przeszkadzać. Zresztą miała parę spraw do załatwienia. Również wstała i wyciągnęła na pożegnanie rękę. Chwilę się zawahał, po czym ją uścisnął. Tak jak przy powitaniu Tulę przeszył dreszcz. Simon Bradley chyba też musiał go poczuć, bo szybko puścił jej rękę, a swoją wepchnął do kieszeni. Biorąc głęboki oddech, uśmiechnęła się. - A zatem do wieczora - rzekła, opuszczając gabinet. ROZDZIAŁ DRUGI - Jak poszło? Na dźwięk głosu przyjaciółki Tula odetchnęła z ulgą. Anna Cameron Hale była jedyną osobą, na którą w każdej sytuacji mogła liczyć. Nic więc dziwnego, że po powrocie z San Francisco i spotkaniu z Bradleyem natychmiast do niej zadzwoniła. - Tak jak się spodziewałam. - Czyli nie wiedział o dziecku? - Nie. Nathan, który według opiekunki, pani Klein, cały czas zachowywał się jak aniołek, podskakiwał radośnie w swoim bujaczku, odpychając się od podłogi nogami. Tula poczuła ukłucie w piersi. Jak to jest, że w ciągu dwóch krótkich tygodni można tak mocno pokochać drugą istotę? - Pewnie przeżył niemały szok - rzekła Anna. - To prawda. Ja wiedziałam o Nathanie, a też przeżyłam szok, kiedy okazało się, że Sherry mnie wyznaczyła do tymczasowej opieki nad małym. - Tyle że w jej wypadku szok trwał raptem pięć minut. - Facet sprawiał wrażenie oszołomionego. - Co teraz? - Umówiliśmy się, że wpadnie wieczorem, pozna Nathana, pogadamy. - Nagle przypomniała sobie dreszcz emocji, jaki poczuła, kiedy Simon uścisnął jej dłoń. O nie! Miała dość spraw na głowie. - Że wpadnie? Do ciebie do domu? - Tak. Bo co? - Nie, nic. Ale może zajrzałabym wcześniej i. Tula parsknęła śmiechem. Wiedziała, o co Annie chodzi. - Nic z tego! Nie będziesz u mnie sprzątać. Simon Bradley to nie królowa brytyjska. Anna również się roześmiała. - W porządku. Tylko uprzedź go, żeby patrzył pod nogi. Odsunąwszy się od blatu kuchennego, Tula zajrzała do salonu. Po całej podłodze walały się zabawki; na stoliku koło kanapy stał laptop, obok leżał maszynopis. Kiedy robiła ostatnie poprawki do książki, o wszystkim innym - na przykład sprzątaniu - zapominała. Wzruszyła ramionami. Trudno. Było czysto, choć czasem panował nieporządek. Zwłaszcza odkąd Nathan z nią zamieszkał. Nigdy wcześniej nie sądziła, że wraz z małym dzieckiem przybywa w domu tyle sprzętów. - Przypomnij mi, kochana, po co do ciebie zadzwoniłam? - Bo jestem twoją przyjaciółką i nie możesz się beze mnie obyć - odparła Anna. - Masz rację. - Tula pogładziła Nathana po główce, kiedy przebierając nóżkami, śmignął obok. - Wiesz, to było dziwne spotkanie. Simon był arogancki, nieuprzejmy, a zarazem. - A zarazem.? Miał w sobie coś ekscytującego, odparła w myślach. Coś, co przykuwa uwagę, czemu trudno się oprzeć. Na ogół nie pociągali jej mężczyźni w garniturach i krawatach. Zresztą sytuacja z Nathanem była wystarczająco trudna. Po co ją dodatkowo komplikować? Z drugiej strony ten dreszczyk podniecenia, jaki czuła. - Hej! Czy mogłabyś dokończyć zdanie? Co następuje po "A zarazem"? - Nic - odparła Tula. - Nic nie następuje. - Mam w to uwierzyć? Dlaczego? - Bo cię o to proszę. Anna westchnęła teatralnie. - W porządku. Więc co planujesz na wieczór? - Rozmowę. Chcę, żeby poznał syna. Chcę ich poobserwować razem. Poradzę sobie. Pamiętaj, że dorastałam w otoczeniu takich mężczyzn jak Simon Bradley. - Kochanie, nie każdy facet w garniturze jest taki jak twój ojciec. - Ale większość. Wiedziała, bo w jej rodzinie wszyscy mężczyźni nosili garnitury. Pewnie się w nich urodzili. I mieli klapki na oczach. Żyli po to, aby pomnażać stan konta. Podejrzewała, że nawet nie orientowali się, że dookoła istnieje wielki ciekawy świat pełen fascynujących domów, ludzi, rzeczy. Nie miała cienia wątpliwości, co Simon Bradley pomyśli o jej małym zagraconym domku, bo jej ojciec pomyślałby dokładnie to samo, to znaczy, gdyby raczył ją odwiedzić. Uznałby, że dom jest za stary, za ciasny. Nie podobałyby mu się niebieskie ściany z żółtym pasem pod sufitem ani rysunek cyrku na ścianie łazienki. Przypuszczalnie odczucia Simona niewiele będą się różniły. - Właściwie to nie ma znaczenia, co ojciec Nathana pomyśli sobie o mnie lub moim domu. Jesteśmy dwojgiem obcych ludzi, których łączy jedynie dziecko. Nie zamierzam stawać na głowie i zmieniać czegokolwiek w swoim otoczeniu, żeby facet, którego nie znam, pomyślał, że jestem kimś, kim nie jestem. - Wiesz, że nawet to zrozumiałam? - powiedziała ze śmiechem Anna. - Chyba to o czymś świadczy. - Że znamy się jak łyse konie? - Tak. I dlatego wiem, co zrobisz na kolację. Kurczaka w rozmarynie. Tula uśmiechnęła się pod nosem. Kurczak w rozmarynie to jej popisowe danie. Jeśli Simon nie jest wegetarianinem, powinno mu smakować. Boże! A jeśli nie jada mięsa? Nie, uznała. Tacy jak on fundują klientom steki na lunch. - Zgadłaś. Zjemy, a potem ustalimy jakiś harmonogram wizyt, żeby mógł poznać Nathana. - Ty i harmonogram! - Anna parsknęła śmiechem. - Umiem być zorganizowana - oznajmiła bez większego przekonania w głosie. - Nie bywam z wyboru. - Dobra, dobra. Jak mały? - Świetnie. - Powiodła wzrokiem za maleństwem, które odpychając się nóżkami, wędrowało w bujaczku po kuchni. - Jest taki grzeczny. I taki mądry. Dziś rano, kiedy spytałam, gdzie ma nosek, wskazał go. A raczej uderzył się w nos pluszowym królikiem, którym wymachiwał w powietrzu, ale zaliczyła mu to za odpowiedź. - Rezerwuj dla niego miejsce na Harwardzie. - Chyba powinnam. Słuchaj, muszę kończyć. Czeka mnie zrobienie kolacji, mycie Nathana, siebie może też. - Dobra. Zadzwoń jutro. - Okej. Rozłączywszy się, Tula oparła się o zlew i rozejrzała wkoło. Żółte kafelki, białe szafki, niebieski blat, miedziane patelnie wiszące nad palnikami. Lubiła swoją kuchnię. Lubiła swój dom. Lubiła swoje życie. I kochała swojego malutkiego siostrzeńca. Simon Bradley będzie musiał bardzo się postarać, aby udowodnić jej, że nadaje się na ojca. Simon Bradley nie lubił niespodzianek. Kiedy człowiek na moment traci czujność, zawsze dzieje się coś złego. Porządek. Zasady. Dyscyplina. To wyznawał i rozumiał. Dlatego spojrzawszy na kobietę, która weszła do jego gabinetu, od razu wiedział, że przynosi kłopoty. Powiódł po niej wzrokiem: nawet była ładna. Szczupła, około metra sześćdziesięciu wzrostu, jasne krótko przycięte włosy, duże srebrne kółka w uszach, niebieskie oczy, które przyglądały mu się badawczo. Lekki uśmiech na twarzy. Ubrana w czarne dżinsy, czarne wysokie buty i jaskrawoczerwony sweter, który opinał drobne, ponętnie zaokrąglone ciało. Nazwa - Test na miłość Autor - Maureen Child Wydawca - Harlequin Kod ISBN - 9788323888475 Kod EAN - 9788323888475 Rok wydania - 2013 Format - 10,5x17 cm Ilość stron - 154 Podatek VAT - 5%

Sklep: InBook.pl

Słoneczne lato - Nina Harrington - 2850140561

6,67 zł

Słoneczne lato - Nina Harrington

Książki & Multimedia > Książki

Opis - O książce Gorące lato na południu Francji. Stary wiejski dom otoczony ogrodem, a w nim ich dwoje. Ella, pianistka z Londynu, mieszka tu na stałe i czuwa nad wszystkim podczas nieobecności właścicielki. Sebastien, biznesmen z Australii, wpadł tylko na chwilę. Dla niej to bezpieczny azyl, dla niego powrót do bolesnych wspomnień. Wspólnie odkryją wiele tajemnic tego domostwa i radość, jaką daje bliskość, ale potem każde z nich pójdzie swoją drogą. Chyba że. Fragment książki Dopiero po kilku sekundach opanował pospieszne bicie serca i wyprostował zaciśnięte na kierownicy palce. Otworzył drzwi, wysiadł i natychmiast poczuł na karku gorące promienie słońca. Na środku drogi, zaledwie o kilkanaście centymetrów od zderzaka jego samochodu, leżał ogromny, szarobrązowy pies, który najwyraźniej nie zamierzał ruszyć się z miejsca. Łeb oparł na przednich łapach, wydawał się pogrążony w myślach. W jego oczach odbijała się żywa inteligencja. Kiedy Seb przykucnął, żeby obejrzeć go dokładniej, nowy znajomy obwąchał jego wyciągniętą rękę, a potem ziewnął szeroko, odsłaniając komplet pięknych, białych zębów. - To nie jest najlepsze miejsce na popołudniową drzemkę, kolego - mruknął przyjaznym tonem Seb, a pies uniósł głowę i polizał jego dłoń. Potem nagle nadstawił uszy i zaczął się czujnie rozglądać. - O co chodzi, malutki? - spytał po francusku Seb. - Co tam wywęszyłeś? Zanim doczekał się odpowiedzi, usłyszał trzask łamanych gałązek, a potem poczuł na klatce piersiowej uderzenie rozpędzonej, czworonożnej kuli, tak silne, że przewrócił się na plecy w gęstą trawę. Był tak zaskoczony, że dopiero po kilku sekundach wyciągnął przed siebie ręce, by ochronić się przed atakiem mokrego języka. Niestety nie zdążył odepchnąć pary łap, które tańczyły z radością po jego eleganckiej koszuli. Nie chciał nawet myśleć o tym, jak muszą wyglądać jego spodnie. Pies wydawał się młodszą wersją leżącego na drodze olbrzyma. Jego starszy przyjaciel, a może krewniak, uznał najwyraźniej, że pilnowanie drogi jest nudne, i zagłębił się w gęstwinie otaczających ją krzaków, ale po chwili wrócił i obserwował całą scenę z wyraźnym rozbawieniem. Natomiast młody potwór uniósł czujnie uszy i pognał nagle w kierunku dawnej bramy wjazdowej. - Zostaliśmy sami, kolego - mruknął Seb. - Gdzie mieszkasz? - Milou nie mówi po angielsku. Mieszka u mnie, panie Castellano. Był to głos jakiejś kobiety. Mówiła po angielsku z bezbłędnym akcentem, zupełnie jak absolwenci brytyjskich uniwersytetów, których zatrudniał w Castellano Tech. Uniósł głowę, żeby ją zobaczyć, ale była zasłonięta przez jego samochód. Wspaniale! - pomyślał z irytacją. Pierwsza osoba, jaką spotykam w miejscu swojego urodzenia, widzi mnie w pozycji leżącej. I w dodatku wie, kim jestem! A tak mi zależało na tym, żeby zachować anonimowość! Westchnął głęboko i potrząsnął głową, wyobrażając sobie, jak groteskowo musi w tej chwili wyglądać. Postanowił jednak zachować spokój i potraktować cały epizod z przymrużeniem oka. Tym bardziej że nie mógł zgłaszać pretensji, gdyż jego spotkanie z psami miało miejsce na terenie prywatnym, a nie w miejscu publicznym. Dźwignął się do pozycji siedzącej i odwrócił głowę w kierunku, z którego dochodził głos. - Dzień dobry - powiedział po angielsku. - Czy jest pani właścicielką tych psów? Muszę przyznać, że zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Kobieta nadal była zasłonięta przez samochód, dostrzegł w prześwicie między drogą a podwoziem tylko parę szczupłych nóg w beżowych, sportowych butach. I stwierdził ze zdumieniem, że jedno sznurowadło jest zielone, a drugie niebieskie. Zaczął się zastanawiać, jak może wyglądać reszta stroju. Uniósł głowę, a po chwili ujrzał biało-żółtą luźną bluzkę oraz parę ciemnozielonych spodni, obciętych tuż pod kolanami. Odchylił ciemne okulary, które jakimś cudem nie spadły na ziemię, i zerknął na twarz nieznajomej. Ujrzał zachwycająco błękitne oczy, w których malował się wyraz życzliwego rozbawienia, pięknie ukształtowany nos i wydatne, zmysłowe usta. Młoda kobieta była tak szczupła i drobna, że przypominała mu elfa z bajki. Jej kasztanowe włosy były przewiązane szeroką wstążką. Spojrzała na niego jeszcze raz, ale nie dostrzegł w jej wzroku odrobiny zainteresowania. Potem odwróciła głowę w stronę psów, najwyraźniej nauczonych, że nie wolno na nią skakać, bo zachowywały się bardzo poprawnie. - Cześć, pieski - powiedziała po francusku. - Przepraszam, że wracam tak późno. - Pogłaskała je czule, a potem wyciągnęła rękę w stronę niewidocznej rezydencji. - Idźcie do domu - zawołała. - Do domu! Oba olbrzymy potulnie pobiegły we wskazanym przez nią kierunku, a ona z uśmiechem odwróciła się do Seba i przeszła na angielski. - Będzie pan mógł pobawić się z nimi później. Nie miał najmniejszego zamiaru bawić się z tymi potworami, ale jej pogodny ton był tak zaraźliwy, że mimo woli wybuchnął głośnym śmiechem. - Czy one zawsze.tak serdecznie witają obcych? - Och, nie. Tylko mężczyzn. Szczególnie mężczyzn w garniturach. Po prostu ich kochają. Spojrzała na niego jeszcze raz i pokręciła głową. - Obawiam się, że nigdy nie wywabi pan plam z tych spodni. Chyba nie wybrał pan najlepszego stroju do zabawy z psami! - Nie zostawiły mi wyboru - mruknął z uśmiechem. - Czy nie potrzebuje pan pomocy w sprawie samochodu, panie Castellano? - spytała. - Nie mamy tu garażu, ale kazałam zrobić w stodole wolne miejsce, z którego będzie pan mógł korzystać podczas pobytu. Zapowiadają mistral. - Dlaczego pani przypuszcza, że nazywam się Castellano, panno.? - Pani Martinez. Ella Martinez. - Przechyliła głowę na bok i posłała mu uśmiech, który zdawał się mówić, że potrafi czytać w jego myślach. - Proszę się nie obawiać, nie jestem dziennikarką ani jasnowidzem. Nicole wynajęła mnie do prowadzenia tego domu. To znaczy, że w ciągu ostatnich trzech lat co tydzień odkurzam pańskie fotografie ustawione na fortepianie. - Zerknęła na jego lśniący, czerwony samochód. - Mój synek uwielbia zdjęcia z Grand Prix Monaco, na których jest pan otoczony pięknymi kobietami, ale Nicole woli te z regat jachtowych. Chyba nie ma jeszcze fotografii, na której siedzi pan w swoich najlepszych spodniach na poboczu drogi. Czy mogę przynieść aparat? - Miło mi panią poznać, pani Martinez. Mam na imię Seb. Dziękuję za propozycję, ale chyba z niej nie skorzystam. Prawdę mówiąc, jestem bardzo zadowolony, że nie ma pani przy sobie aparatu. I tak czuję się zażenowany. - Nie ma pan żadnego powodu do zażenowania - odparła ze śmiechem. - Prawdę mówiąc, wygląda pan na człowieka, który jest bardzo zadowolony. Więc zobaczymy się w domu. Pański pokój jest przygotowany. Do widzenia. Pomachała mu i wyciągnęła zza samochodu dziwny, staromodny rower, na którym zamontowane było siedzenie dla dziecka. Potem postawiła stopy na pedałach i po chwili zniknęła mu z oczu. Zapadła cisza, w której słychać było tylko śpiew ptaków, brzęczenie owadów, dochodzące z oddali szczekanie psów i szmer klimatyzacji samochodu. - No cóż, znalazłem się chyba w innym świecie - mruknął Seb, a po chwili, zdawszy sobie sprawę z absurdalności swojego położenia, wybuchnął głośnym śmiechem. Miał na prywatnym koncie miliony! Był właścicielem poważnej firmy informatycznej zatrudniającej setki ludzi! A teraz siedział na poboczu drogi, przewrócony przez psa, i martwił się o stan swoich poplamionych spodni! Jak to dobrze, że nie mogą mnie teraz zobaczyć dyrektorzy PSN Media, pomyślał z rozbawieniem. Z pewnością nie chcieliby kupić firmy od zakurzonego wieśniaka. Czuł, że jego pobyt będzie obfitował w interesujące wydarzenia. I trochę żałował, że nie będzie tu na tyle długo, by poznać lepiej tajemniczą nieznajomą opiekującą się domem Nicole. W kilka minut później wysiadł z samochodu i poczuł przyspieszone bicie serca. W ciągu osiemnastu lat jego nieobecności wygląd domu nie uległ większym zmianom. Był zbudowany z miejscowego piaskowca, który w promieniach zachodzącego słońca nabierał złotego lub różowego zabarwienia. Długie, drewniane okiennice miały niegdyś błękitnolawendowy odcień, którego nie widział nigdzie z wyjątkiem tego regionu Langwedocji. Teraz były pomalowane na granatowo i miały żółte obrzeża. Obawy, że jego stary dom został zamieniony w ruinę, zastąpiło teraz podekscytowanie. Mimo panującego nadal upału poczuł zimny dreszcz. Nie spodziewał się, że może w taki sposób zareagować na widok miejsca, w którym przyszedł na świat. Stworzył firmę, która rozrosła się do rozmiarów korporacji. Wielokrotnie przemawiał do setek nieznanych słuchaczy i nie odczuwał ani lęku, ani tremy. A teraz drżał na myśl, że będzie musiał przekroczyć tak dobrze mu znane drzwi. Lekki powiew wiatru przyniósł nagle zapach lawendy, róż i jaśminów. Ich aromat obudził w nim wspomnienia, które odezwały się w jego umyśle z tak wielką siłą, że zaczerpnął powietrza, by odzyskać panowanie nad sobą. Wszystkie obrazy przeszłości przekazywały mu to samo przesłanie: wróciłeś do domu. Myśl ta wzburzyła go bardziej, niż oczekiwał. Do tej pory jego domem było luksusowe mieszkanie, z którego rozciągał się cudowny widok na Sydney. Osiemnaście lat temu przysiągł sobie, że nigdy więcej nie uzależni się od jednej osoby. Bolesne przeżycie, jakim była konieczność rozstania się z tym domem, zabiło w nim resztki dziecięcego sentymentalizmu. Nie uważał się za człowieka czułostkowego. A odkrycie, że jest zdolny do przeżywania sentymentalnych wzruszeń, wstrząsnęło nim tak bardzo, że nie zauważył nadejścia Elli. - Czy bardzo się zmienił od czasu, kiedy widział go pan po raz ostatni? Zdezorientowany Seb zamrugał oczami. Czyżby czytała w moich myślach? - zaniepokoił się. Ella uniosła wzrok i spojrzała mu prosto w oczy. - Nicole mówiła, że wychowywał się pan w tym domu. Zastanawiałam się nad tym, czy wygląda tak samo jak wtedy. To wszystko. Jakby chcąc dać mu czas na zebranie myśli, odwróciła się, żeby podnieść kilka uschniętych kwiatów. - Eee. chyba tak. Zauważyłem brak bramy wjazdowej, ale sam dom niewiele się zmienił. - Uniósł rękę i wskazał okiennice. - Zmodyfikowano trochę kolorystykę elewacji. Nie jestem pewien, czy słusznie. Ella westchnęła z irytacją i gwałtownie odwróciła się w jego stronę. - Cieszę się, że pan to powiedział! Nicole wynajęła na wiosnę jakiegoś dekoratora, który zmienił cały wystrój. Był uroczym człowiekiem i potrafił znakomicie dobrać tapety, ale nie miał pojęcia o miejscowym stylu budownictwa. - Pochyliła się w jego stronę, jakby chcąc ujawnić jakąś tajemnicę. - Pochodzę z Londynu, ale mieszkam tu wystarczająco długo, by widzieć, że ten dom nie potrzebuje żadnych granatowych okiennic! Zanim Seb zdążył coś powiedzieć, zerwała piękną różę, wspięła się na palce i wetknęła ją w jego butonierkę. - Niech pan się nie boi, ona nie uszkodzi pańskiej wytwornej marynarki. Wyhodowałam róże bez kolców. Mam nadzieję, że się panu podobają. Uniosła głowę i uśmiechnęła się lekko, jakby zdając sobie sprawę, że Seb, o wiele od niej wyższy, może w tym momencie podziwiać zarys jej kształtnych piersi. On zaś docenił ten widok i poczuł nagle pokusę wyciągnięcia ręki i dotknięcia jej opalonego ramienia. Ale natychmiast przywołał się do porządku. Tego rodzaju zachowanie byłoby z wielu powodów niewybaczalne. Kobiety, z którymi się dotąd zadawał, były mieszkankami wielkich miast umiejącymi obsługiwać multimedialne serwery i zmuszać do posłuszeństwa orbitalne stacje satelitarne. Nie zamierzał się wdawać w żadne romanse z elfami w zielonych spodniach. W słuszności tego przekonania utwierdził go widok ozdobionej brylantami i szafirami obrączki ślubnej, która błysnęła na dłoni Elli w promieniach słońca. Pani Martinez - jak podkreśliła z naciskiem, korygując jego błąd. Zamężna opiekunka domu. Tym bardziej należało trzymać się od niej na dystans. Wspomniała coś o małym synku. Zamężna kobieta z mieszkającą na miejscu rodziną. A więc zapewne jest idealną gospodynią, a mąż zajmuje się ogrodem i drobnymi pracami naprawczymi podczas nieobecności Nicole. Zerknąwszy raz jeszcze na jej twarz, musiał mimo wszystko przyznać, że pan Martinez jest szczęściarzem. Ponownie zerknął na gęstwinę róż i kiwnął głową. - Owszem, bardzo mi się podobają. Są piękne. Dziękuję, pani Martinez. - Nie ma za co. Główny ogród różany jest nadal za domem. - Przerwała na chwilę, a potem znów się uśmiechnęła. - Jest pan pewnie zmęczony po długiej podróży, choć pański samochód przypomina raczej ruchomą kanapę. Czy chce pan zobaczyć, co ten dekorator zrobił z pańskim dawnym pokojem? Tak, to był jego dawny pokój. Przylegała do niego archaiczna łazienka z popękaną emaliowaną wanną. Teraz była wyłożona kafelkami i bardzo nowoczesna. Ale sam pokój nie zmienił się aż tak bardzo, a deski podłogi z pewnością skrzypiały w tych samych miejscach. Chcąc odepchnąć falę zalewających go wspomnień, wyjrzał przez okno. Ujrzał rozciągający się za domem, otoczony murem ogród, w którym spędził wiele godzin. I nagle zadał sobie pytanie, dlaczego Ella Martinez przygotowała dla niego właśnie ten pokój. Odwiedzających dom gości lokowano zwykle w górnej sypialni. Odwrócił się w stronę drzwi. Ella Martinez stała u szczytu schodów. Jej uśmiech rozjaśniał ciemne wnętrze korytarza. - Domyśliłam się - oznajmiła, odpowiadając na niezadane pytanie. - Na podstawie tapety. - Widząc malujące się na jego twarzy zdumienie, dodała łagodnym tonem: - Niech pan się nie denerwuje, nie jestem jasnowidzem. Kiedy dekoratorzy zdzierali kolejne warstwy, odkryli pod nimi interesujące pamiątki z przeszłości. Obejrzała się przez ramię i zerknęła w głąb klatki schodowej, jakby chcąc się upewnić, że nikt ich nie podsłuchuje, a potem podeszła do niego bliżej. - Jestem pewna, że prawie wszyscy chłopcy dekorują ściany pokoi plakatami ulubionych zespołów rockowych. Co więcej, jestem gotowa się założyć, że śpiewał pan ich piosenki, przykładając do ust szczotkę do włosów, mającą udawać mikrofon. Czy trafiłam w dziesiątkę? Seb poczuł, że się czerwieni. Ella najwyraźniej bawiła się jego kosztem. W pierwszym odruchu zacisnął zęby i zmarszczył brwi, ale potem zdał sobie sprawę, że nie chciała mu dokuczyć. Była po prostu rozbawiona. A on dostrzegł nagle humorystyczny aspekt sytuacji i zaczął się głośno śmiać. - Pudło! - oznajmił triumfalnym tonem. - To nie była szczotka, tylko puszka lakieru do włosów mojej babki. W drzwi szafy wmontowane było ogromne lustro, więc wkładałem dżinsowy garnitur i odgrywałem rolę gwiazdy popu. - W takim razie miał pan szczęście. Moi rodzice są zawodowymi muzykami, a ja urodziłam się nad ich londyńskim klubem jazzowym. Czy może pan sobie wyobrazić hałas, który panował co wieczór w naszym mieszkaniu? - Przerwała i zerknęła na sufit, a potem głośno westchnęła. - Prawdę mówiąc, byłam zachwycona światem muzyki i bardzo za nim tęsknię. - Wzruszyła lekko ramionami. - No, ale trudno. Życie musi toczyć się dalej. Zostawiam pana, żeby mógł się pan spokojnie rozpakować i zadomowić. Gdyby pan czegoś potrzebował, spotkamy się na podwieczorku. - Życie musi toczyć się dalej? - Seb kiwnął z uznaniem głową. - Słuszna zasada. Mam jedno pytanie. Kiedy spodziewa się pani przyjazdu Nicole? Chciałbym się z nią zobaczyć jak najszybciej. Ella uniosła wysoko brwi i szeroko otworzyła oczy. - Nicole nie ma. Czy nie dała panu znać? Seb spojrzał na nią ze zdumieniem. - Jak to? Kilka tygodni temu przysłała mi e-maila, pytając, czy nie zmieniłem planów, a ja potwierdziłem datę przyjazdu. Czy coś się jej stało? - Nic jej nie jest, rozmawiałam z nią dziś rano przez telefon. Ale w Nepalu jest fatalna pogoda. Monsunowe deszcze zaczęły padać w tym roku bardzo wcześnie, więc zejście z bazy pod Mount Everestem trwało dłużej, niż się spodziewała. Nie zdążyła na samolot, którym miała lecieć do Europy. Wróci jutro, pojutrze albo za kilka dni. - Wzruszyła lekko ramionami. - Do tej pory będzie pan skazany na moje towarzystwo. Dopiero po kilku sekundach opanował pospieszne bicie serca i wyprostował zaciśnięte na kierownicy palce. Otworzył drzwi, wysiadł i natychmiast poczuł na karku gorące promienie słońca. Na środku drogi, zaledwie o kilkanaście centymetrów od zderzaka jego samochodu, leżał ogromny, szarobrązowy pies, który najwyraźniej nie zamierzał ruszyć się z miejsca. Nazwa - Słoneczne lato Autor - Nina Harrington Wydawca - Harlequin Kod ISBN - 9788323888956 Kod EAN - 9788323888956 Rok wydania - 2013 Format - 10,5x17 cm Ilość stron - 154 Podatek VAT - 5%

Sklep: InBook.pl

Biblia z rybką biała - Praca zbiorowa - 2851943334

39,14 zł

Biblia z rybką biała - Praca zbiorowa

Książki & Multimedia > Książki

Opis - Biblia z rybką z suwakiem biała Nazwa - Biblia z rybką biała Autor - Praca zbiorowa Oprawa - TWARDA Wydawca - Edycja Świętego Pawła Kod ISBN - 5907564023450 Kod EAN - 5907564023450 Rok wydania - 2017 Format - x / 125 / 195 Podatek VAT - 5%

Sklep: InBook.pl

THE HEART OF THE MATTER - Jane Monheit (Płyta CD) - 2837004009

52,34 zł

THE HEART OF THE MATTER - Jane Monheit (Płyta CD)

Książki & Multimedia > Muzyka

Opis - The Heart of the Matter - jedenasta płyta nominowanej do nagród Grammy wokalistki Jane Monheit to swoisty hołd złożony wielkim autorom i twórcom piosenek. Monheit dokonała wyboru dwunastu znanych i nuconych przez lata utworów, poczynając od Golden Slumbers/The Long And Winding Road The Beatles, przez Until It's Time For You To Go St. Marie, Depende de Nos Ivana Linsa i motywie muzycznym z Ulicy Sezamkowej kończąc (ten ostatni fragment artystka często śpiewała ze swoim synem). Na The Heart Of The Matter znajduje się też pierwsza piosenka napisana w całości przez Jane Monheit - Night Night Stars. Jane Monheit mówi: "Obecny album różni się w zupełności od poprzedniej mojej płyty. Czułam, że to najwyższy czas, by zrealizować inny projekt niż dotychczasowe, skupić się na lirycznej, poetyckiej stronie interpretacji. Przez lata do tego dojrzewałam, dziś takie podejście do muzyki stanowi podstawę mojej twórczości. Piosenki wybrane zostały z jednego prostego powodu: nie interesują mnie podziały na style czy gatunki, jedynym kryterium wyboru było przesłanie utworu, treść, którą chciałam przekazać słuchaczom". The Heart Of The Matter wyprodukował Gil Goldstein. Materiał zarejestrowany został w listopadzie zeszłego roku w Avatar Studios w Nowym Jorku. Oprócz Jane Monheit (wiodący wokal, chórki) zagrali na nim tacy artyści, jak: Michael Kanan (fortepian), Gil Goldstein (fortepian elektryczny, akordeon), Romero Lubambo (gitara akustyczna), Neal Miner (bas), Rick Montalbano (bębny), Rogerio Bocato (perkusja), David Eggar i Richard Locker (wiolonczela), Barry Crawford i Kathleen Nester (flet altowy) oraz Sheryl Henze (flet, flet basowy). Lista utworów - Płyta 1 1. Until Its Time For You To Go 4. Two Lonely People 7. When She Loved Me 10. Night Night Stars 13. I Wanna Be With You (Bonus) Nazwa - THE HEART OF THE MATTER Autor - Jane Monheit Wydawca - Universal Music Kod EAN - 0602537315888 Rok wydania - 2013 Nośnik - Płyta CD Ilość elementów - 1 Podatek VAT - 23% Premiera - 2013-05-17

Sklep: InBook.pl

Mongolia. Spinning, tajmienie i... szczury (Survival z ludzką twarzą) - 2857763411

21,60 zł

Mongolia. Spinning, tajmienie i... szczury (Survival z ludzką twarzą) bezdroza

Książki

W życiu nie miałem takich wspaniałych obozowisk jak te nad rzeką Czuluut-goł w Mongolii. Bo powiedzcie sami - siedzę sobie teraz pod drzewem na rozkładanym krzesełku (a co...!) i piszę te słowa. Obok, oparty o pień modrzewia stoi karabin i spinning z bujającą się przynętą na tajmienie - futrzanym szczurem. Pod ręką leży Pelikan box z aparatem fotograficznym gotowym do użycia. Kilka metrów dalej, nad brzegiem, obok wystającego z piasku białego pnia drzewa czeka na mnie mój malutki namiocik z puchowym śpiworkiem w środku. A o krok przepiękna rzeka z czekającymi na mnie rybami. Szum wody i pluski żerujących ryb odbijają się od przeciwległego, skalnego zbocza schodzącego do samej wody. Niedawno podglądałem tam wędrującego po skałach lisa. Wczoraj - fotografowałem wilka i orła. Z tej strony rzeki - nade mną - piętrzy się pod niebo, groźna, piękna skalna ściana. Poświstują tam susełki. Z góry, zza jej krawędzi, ze stepu - dosłownie - przelewa się gorący kondensat olejków roślin stepowych. Piołunu, perzu, turzycy, rumianku... Co za zapach! Na krańcu tunelu - kanionu rzeki - pięknie zachodzi słońce... Taki plener nie wymaga talentu pisarskiego. W takiej scenerii słowa same przelewają się na papier. A fotografowanie? Można zamknąć oczy i pstrykać na wszystkie strony, a zdjęcia wyjdą piękne albo przynajmniej interesujące... Przede mną malutkie ognisko. Trzeszczy palące się drewno modrzewiowe (wspaniale pachnie a dym skutecznie odstrasza komary...) na ruszcie pięknie rumieni się mój lenok. Złapałem go przed chwilką. Po pięciu minutach łowienia, tutaj, o krok od namiotu. Za moment pyszna kolacja będzie gotowa. Póki co siorbię sobie kubas gorącej herbaty z łykiem rumu na rozgrzewkę, bo mimo że w ciągu dnia był upał, to teraz w cieniu czai się zimna wilgoć zmarzłoci i nocny szron już pokrywa namioty. Tak, tak... To Mongolia, słońce chowa się za góry i natychmiast temperatura spada o 20 stopni... I żadnej telewizji i budzika... Komorka oczywiście też nie działa. I ta miła świadomość, że wszystko wokoło jest realne, że to nie sen czy film. Że jutro może być tylko jeszcze piękniej, jeszcze ciekawiej... Kiedyś nie wierzyłem opowieściom o ogromnej ilości ryb w rzekach, dopóki sam się nie przekonałem, jak to jest. Niejednokrotnie, widząc płytką wodę, nawet nie chciało mi się wyciągać spinningu i popełniłbym błąd, bo ryb było tam "więcej niż wody"! Ciągle zaniedbywane przez wędkarzy są mongolskie, endemiczne ryby, osmany, miętusy czy sumy. Ciężko uwierzyć, że wielki, drapieżny tajmień może aż wyskakiwać na brzeg w pogoni za pokarmem. Że atakuje ptactwo wodne czy płynącego liska, żmiję, nie mówiąc o drobnych gryzoniach. A to tutaj normalka. Wielokrotnie Mongołowie opowiadali mi o rybich potworach żyjących w ich wielkich rzekach czy ogromnych jeziorach-morzach i ze strachu przed nimi odprawiali szamańskie rytuały. Może więc lepiej zacząć im wierzyć i uważać wędkując na brzegu wielkiej rzeki czy niezgłębionego (blisko trzysta metrów głębokości!) jeziora Chubsuguł, czy bezkresnego jeziora-morza Char us-nuur, gdzie "wysepka" ma "tylko" 274 km2 (sic!)? Zapraszam - wybierzcie się ze mną na tajmienie. Zacznijmy ten wędkarski survival. Spis treści Z wędką przez kontynenty Kanion rzeki Kamiennej - raj czy piekło? Wykład o mongolskich tajmieniach Szczury, myszy i baranie flaki Wyprawa SALMO CZULUUT Rzeka brukowana rybami W śmiertelnej pułapce! Sumy i karpie Potwor z "czarnej dziury" Wędkarski "karabin maszynowy" z rzeki Egijn-gol Nie daj się zabić tajmieniowi! Latająca ryba Moje kochane bliźnięta Szczęki 4. Wędkarski geokatching Extreme Anglers Expeditions 2006 czyli rzeka, noc i ryby Wyprawa Mongolia Iderijn-gol 2008 (2i) Aneks dla obozowych głodomorów

Sklep: Booknet.net.pl

Mongolia spinning, tajmienie i... szczury Survival z ludzką twarzą przewodnik Rewasz - 1772489501

20,90 zł

Mongolia spinning, tajmienie i... szczury Survival z ludzką twarzą przewodnik Rewasz Rewasz

Azja > Mongolia

W życiu nie miałem takich wspaniałych obozowisk jak te nad rzeką Czuluut-goł w Mongolii. Bo powiedzcie sami - siedzę sobie teraz pod drzewem na rozkładanym krzesełku (a co...!) i piszę te słowa. Obok, oparty o pień modrzewia stoi karabin i spinning z bujającą się przynętą na tajmienie - futrzanym szczurem. Pod ręką leży Pelikan box z aparatem fotograficznym gotowym do użycia. Kilka metrów dalej, nad brzegiem, obok wystającego z piasku białego pnia drzewa czeka na mnie mój malutki namiocik z puchowym śpiworkiem w środku. A o krok przepiękna rzeka z czekającymi na mnie rybami. Szum wody i pluski żerujących ryb odbijają się od przeciwległego, skalnego zbocza schodzącego do samej wody. Niedawno podglądałem tam wędrującego po skałach lisa. Wczoraj - fotografowałem wilka i orła. Z tej strony rzeki - nade mną - piętrzy się pod niebo, groźna, piękna skalna ściana. Poświstują tam susełki. Z góry, zza jej krawędzi, ze stepu - dosłownie - przelewa się gorący kondensat olejków roślin stepowych. Piołunu, perzu, turzycy, rumianku... Co za zapach! Na krańcu tunelu - kanionu rzeki - pięknie zachodzi słońce... Taki plener nie wymaga talentu pisarskiego. W takiej scenerii słowa same przelewają się na papier. A fotografowanie? Można zamknąć oczy i pstrykać na wszystkie strony, a zdjęcia wyjdą piękne albo przynajmniej interesujące... Przede mną malutkie ognisko. Trzeszczy palące się drewno modrzewiowe (wspaniale pachnie a dym skutecznie odstrasza komary...) na ruszcie pięknie rumieni się mój lenok. Złapałem go przed chwilką. Po pięciu minutach łowienia, tutaj, o krok od namiotu. Za moment pyszna kolacja będzie gotowa. Póki co siorbię sobie kubas gorącej herbaty z łykiem rumu na rozgrzewkę, bo mimo że w ciągu dnia był upał, to teraz w cieniu czai się zimna wilgoć zmarzłoci i nocny szron już pokrywa namioty. Tak, tak... To Mongolia, słońce chowa się za góry i natychmiast temperatura spada o 20 stopni... I żadnej telewizji i budzika... Komorka oczywiście też nie działa. I ta miła świadomość, że wszystko wokoło jest realne, że to nie sen czy film. Że jutro może być tylko jeszcze piękniej, jeszcze ciekawiej... Kiedyś nie wierzyłem opowieściom o ogromnej ilości ryb w rzekach, dopóki sam się nie przekonałem, jak to jest. Niejednokrotnie, widząc płytką wodę, nawet nie chciało mi się wyciągać spinningu i popełniłbym błąd, bo ryb było tam "więcej niż wody"! Ciągle zaniedbywane przez wędkarzy są mongolskie, endemiczne ryby, osmany, miętusy czy sumy. Ciężko uwierzyć, że wielki, drapieżny tajmień może aż wyskakiwać na brzeg w pogoni za pokarmem. Że atakuje ptactwo wodne czy płynącego liska, żmiję, nie mówiąc o drobnych gryzoniach. A to tutaj normalka. Wielokrotnie Mongołowie opowiadali mi o rybich potworach żyjących w ich wielkich rzekach czy ogromnych jeziorach-morzach i ze strachu przed nimi odprawiali szamańskie rytuały. Może więc lepiej zacząć im wierzyć i uważać wędkując na brzegu wielkiej rzeki czy niezgłębionego (blisko trzysta metrów głębokości!) jeziora Chubsuguł, czy bezkresnego jeziora-morza Char us-nuur, gdzie "wysepka" ma "tylko" 274 km2 (sic!)? Zapraszam - wybierzcie się ze mną na tajmienie. Zacznijmy ten wędkarski survival. Spis treści Z wędką przez kontynenty Kanion rzeki Kamiennej - raj czy piekło? Wykład o mongolskich tajmieniach Szczury, myszy i baranie flaki Wyprawa SALMO CZULUUT Rzeka brukowana rybami W śmiertelnej pułapce! Sumy i karpie Potwor z "czarnej dziury" Wędkarski "karabin maszynowy" z rzeki Egijn-gol Nie daj się zabić tajmieniowi! Latająca ryba Moje kochane bliźnięta Szczęki 4. Wędkarski geokatching Extreme Anglers Expeditions 2006 czyli rzeka, noc i ryby Wyprawa Mongolia Iderijn-gol 2008 (2i) Aneks dla obozowych głodomorów

Sklep: ArtTravel.pl

Original Album Classics - Thompson Twins (Płyta CD) - 2842306958

83,00 zł

Original Album Classics - Thompson Twins (Płyta CD)

Książki & Multimedia > Muzyka

Opis - Nazwany na cześć bohaterów kreskówek zespół Thompson Twins osiągnął szczyt swojej popularności w latach osiemdziesiątych grając niezwykłą mieszankę muzyki pop i synth. Wszystkie pięć albumów wydanych w Arista znalazło się w boxie Original Album Classics. W skład wydawnictwa weszły albumy: Quick Step & Side Kick / Into The Gap / Here's To Future Days / Close To The Bone. Nazwa - Original Album Classics Autor - Thompson Twins Wydawca - Sony Music Kod EAN - 0886919684421 Rok wydania - 2012 Nośnik - Płyta CD Ilość elementów - 5 Podatek VAT - 23% Premiera - 2012-07-10

Sklep: InBook.pl

Serce narodu koło przystanku - 2825682615

29,80 zł

Serce narodu koło przystanku Czarne

ReportażSocjologia. SpołeczeństwoHistoria Polski 1990

"Serce narodu koło przystanku to opowieść o Polsce B, tej zapomnianej, wypchniętej poza nawias rozwijającego się kapitalizmu. Reportaże składające się na ten zbiór powstawały od 1998 do 2009 roku. Pojawiają się w nich najbardziej palące kwestie: upadające PGR-y, zamykane kopalnie, wejście do Unii Europejskiej. Włodzimierz Nowak zajmuje się często historiami z pierwszych stron gazet, jak samobójstwa nastolatków czy konflikt miasta Oświęcim z Muzeum Auschwitz-Birkenau, ale jedzie też w zapalne miejsca, gdy nie ma już kamer i medialny hałas cichnie. I w tej ciszy poznański reporter słyszy więcej, odkrywa skomplikowane meandry ludzkich losów, poznaje dalszy ciąg historii albo jej nigdy nieopowiedziany początek.Z dużej części tych tekstów wyłania się przygnębiający obraz miejsc i ludzi opuszczonych przez państwo. Tylko czasem ? jak w reportażu Życie jest pionowe ? błyska na chwilę nadzieja. Nowak pokazuje, że w zapomnianych miasteczkach i wsiach są ludzie, którzy mimo przeciwności losu starają się zmienić Polskę B na lepszą, taką, w której będzie miejsce i dla osoby niepełnosprawnej, i dla samotnej matki, i dla górnika z zamkniętej kopalni. ""Włodzimierz Nowak chodzi samotnie ścieżkami, które wiodą przez nie zawsze piękne okolice, i szuka miejsc, gdzie bije 'serce narodu'. Na pewno nie w Warszawie ani w żadnym mieście, bo każde wielkie jest warszawskie. Może więc w Kowalewie na przystanku, w Witnicy, Człuchowie, a może na Greenpoincie, polskiej enklawie Nowego Jorku? Po drodze spotyka Krzyśka, który 'był zwykły' i umarł z przepracowania, Damiana, który 'żył w poziomie', choć 'prawdziwe życie jest pionowe' i Monikę całkiem przeciętną, marzącą o zwyczajnym, czyli dobrym mężu. Z ich przeciętności maluje przejmujące, dramatyczne obrazy, a z codzienności i drobnych z pozoru wydarzeń z wielkim talentem tworzy historię ostatnich dziesięciu lat. Opisuje, jak Polak rozpychał się, szukał własnego miejsca, tracił głowę z zamętu, a potem ją podnosił, walczył i płakał. I pyta: ile nasza podróż w nieznane kosztowała, jaki jest bilans zysków i strat, czy nie za wiele za nią zapłaciliśmy? I wreszcie: jacy jesteśmy, lepsi?Włodek zaczynał swoją reporterską wędrówkę po Polsce 16 lat temu, napisał ponad sto reportaży, wydał dwie książki. Warto wybrać się z nim w kolejną. Bo z Nowakiem warto podróżować"".Teresa Torańska""Nowak podpatruje Polskę przez dziurkę od klucza. Sprawy ważne i sprawki malutkie, postacie i ludków, zachłyśnięcie się nowym światem i nowymi możliwościami, oparte na tęsknocie za starym, choć to stare nie miało żadnych zalet, prócz tej, że było znajome. Nowak - choć ogląda dziwy i cuda na kiju - zachowuje chłód umysłu. Opowiada nam, jak jest. A jest... mój Boże, tego chyba nikt nie wie"".Paweł Smoleński"

Sklep: Booknet.net.pl

SPIEGELBURG Portfel - 2825613396

46,00 zł

SPIEGELBURG Portfel Spiegelburg

SPIEGELBURG Artykuły dla dzieci

SPIEGELBURG Portfel Uroczy portfel z kolekcji SPIEGELBURG "Koń mój przyjaciel", w którym można tu schować biżuterię lub drobne pieniążki, może również służyć jako malutka torebeczka do ręki. Ozdobiony haftem z motywem koni oraz zawieszką z haftowanym kwiatkiem.

Sklep: Kariwo.pl

Kolczyki Cinta w miniaturze - 2827922659

49,00 zł

Kolczyki Cinta w miniaturze

|Kolczyki > Kolczyki wiszące

Jedne z najdrobniejszych kolczyków w moim butiku, wykonane z malutkich, 10-milimetrowych serduszek Swarovskiego w odcieniu Crystal AB oplecionych misternie niespełna 2-milimetrowymi kuleczkami ze srebra. Całość na delikatnych, srebrnych sztyftach. Praktycznie nie czuć ich w uchu, ale mimo tego dodają blasku :) Ich długość to ok. 1,7 cm. Mogą stanowić komplet z wisiorem Cinta, wraz z którym przedstawione są na trzeciej fotografii.

Sklep: Marisella.pl

Sklepy zlokalizowane w miastach: Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Szczecin, Bydgoszcz, Lublin, Katowice

Szukaj w sklepach lub całym serwisie

1. Sklepy z drobne gadzety dla mojej malutkiej

2. Szukaj na wszystkich stronach serwisu

t1=0.523, t2=0, t3=0, t4=0.041, t=0.523

Dla sprzedawców

copyright © 2005-2018 Sklepy24.pl  |  made by Internet Software House DOTCOM RIVER